Rękawiczki Cold WX Contact od Arc'teryx LEAF - satysfakcja gwarantowana.

Jedziemy w góry, kurs ze wspinaczki. Czas przetestować rękawiczki taktyczne od Arc'teryx LEAF. Do magazynu, rozmiar L w plecaku. 

Do tej pory używałem starszego modelu rękawiczek Arc’teryxa – Tactical AR. Rękawiczki te były masywne, w całości wykonane ze skóry, posiadały wewnętrzną ocieplinę i cechowały się ogólną "pancernością" wykonania. Każdy z nas miał na sobie sprzęt Arc'teryxa – nigdy nas nie zawiódł i zawsze cechował się najwyższą jakością. Poprzeczka była więc zawieszona wysoko. Rękawiczki, które testowałem musiały być po prostu zajebiste – zwłaszcza, że mam porównanie z podobnymi produktami takich firm jak chociażby Outdoor Research czy Clawgear.  

Model Cold WX Contact są najlżejszymi obok niepalnych rękawiczek Assault FR. Wyróżnia je genialny stosunek jakości do ceny –  229 PLN. Dla porównania, podobne modele innych marek outdoorowych też oscylują wokół 200 PLN. W przypadku Arc’teryxa dostajemy coś więcej – po pierwsze, to seria LEAF, czyli rękawiczki będą pasowały żołnierzom i operatorom różnych formacji mundurowych ze względu na kolorystykę. Rękawiczki są też przystosowane do obsługi ekranów dotykowych. Niby tylko bajer – ale przecież za chwilę każde urządzenie optoelektroniczne na polu walki będzie wyposażone w ekran dotykowy. Opcja obsługi ekranów dotykowych nie jest nowością, gdyż pierwszą firmą taktyczną, która zastosowała ten patent jest Outdoor Research (lecz wciąż nie jest to standardem). Nie muszę też wspominać o wymogu precyzji czucia w rękawiczkach, gdy żołnierz czy policjant ma do czynienia z dalmierzami, celownikami, radiostacjami i bronią. 

Cold WX Contact wykonane są z często stosowanej przez Arc’teryx dzianiny softshellowej Fortius 3.0 – to całkiem nieźle docieplony softshell, przy tym bardzo elastyczny, komfortowy i lekki. Wewnętrzna część dłoni narażona na szybsze zużycie jest natomiast pokryta skórą. 

Wyświetlanie IMG_8224.JPG
Wyświetlanie IMG_8227.JPG
Pierwszy sprawdzian rękawiczek był naprawdę hardcorowy – założyłem je na wysokości 2 tysięcy metrów i praktycznie nie zdejmowałem, aż do samego szczytu. Czułem się w nich naprawdę dobrze – ani przez chwile nie uwierały. Obsługa telefonu była wręcz wzorowa. 

Prawdziwy wycisk dostały dopiero w momencie wspinaczki. Grossglockner ma trzy niełatwe momenty wspinaczkowe z asekuracją metalowymi łańcuchami i słupkami do asekuracji lotnej. Każdy średnio doświadczony wspinacz sobie z tym poradzi. Nie są to jednak typowe łańcuchy znane z Orlej Perci – tutaj są to bardziej stalowe liny niż łańcuchy. Zwykłe Mechanixy po pokonaniu Orlej po prostu się rozpadały. Moje umarły już na Zawracie. Rękawiczki Arc'teryx jednak nie tylko żyją, ale mimo stalowych lin i naprawdę ostrych skał mają się świetnie. Jedynie skóra jest lekko wytarta – ale tego nie da się uniknąć, właśnie po to ta skóra tam jest. Kto miał petzl'owskie rękawice zjazdowe albo do Via Ferraty wie o czym mówię. Cold WX prócz przebarwień na wewnętrznej części dłoni pokrytej skórą wyglądają wciąż jak nowe. 

Wyświetlanie IMG_8175.JPG
To co mnie niesamowicie zaskoczyło, to fakt, że rękawiczki utrzymywały komfort cieplny po totalnym przemoczeniu. W pewnym momencie wspinaliśmy się z lejącą jak z wiadra wodą na głowę. Lodowiec od południowej strony lubi topnieć i wtedy między skałami woda leje się jak z cebra. Mimo całkowitego przemoczenia, nie było mi ani razu zimno w dłonie. Na wysokości 3,798m wiatr naprawdę potrafi dać w kość. Czekanie, aż kolega wyżej założy stanowisko i rozpocznie asekurację potrafi lekko wychłodzić organizm – jednak dłonie w Arc’teryxach były idealnie osłonięte od wiatru. Zarówno kijki, karabińczyki, liny, lonże jak i czekan leżały w rękawiczkach bardzo pewnie. Słowem – kawał porządnej roboty



Kolejnym testem było strzelanie. Zazwyczaj nie strzelam w rękawiczkach. Nie robię tego, gdyż na co dzień w nich nie chodzę. Po prostu siedząc w radiowozie nie jesteśmy w stanie ciągle ich nosić – zakłada się je tylko wtedy, kiedy wiemy, że coś będzie się działo. Mając to na uwadze – strzelam tak, jak normalnie pełnie służbę. Z tego powodu strzelanie w rękawicach taktycznych zawsze sprawiało mi pewien dyskomfort. Tutaj jednak znowu mile się zaskoczyłem. 

Zacząłem od ładowania amunicji do magazynków. Robię to szybko i sprawnie – w Arc'teryxach nie odczułem żadnej różnicy. Zazwyczaj w rękawiczkach strzeleckich coś się zakleszczy, coś się omsknie. Tutaj tego problemu nie było. Skóra i softshell Fortius 3.0 na manipulatorach broni krótkiej i długiej trzyma bardzo dobrze. Nie miałem żadnych trudności z podstawowymi czynnościami manualnymi na dźwigni zrzutu magazynka czy zamka. Minimalna ilość szwów i zagięć materiału wewnątrz rękawiczek umożliwiła mi naprawdę ergonomiczny i sprawny chwyt na broni. Magazynki przy zmianach nie wyślizgiwały się i trzymały bardzo pewnie. Co ważne – każdy manipulator dał się wyraźnie wyczuć pod rękawiczką. Jednym z minusów jakie zauważyłem, to nieco rozciągający się ściągacz, co może być upierdliwe w późniejszym użytkowaniu. 





Po zwykłym strzelaniu przyszła pora na odrobinę dynamiki. Za pomocą łusek symulowałem zacięcia broni. Usuwało się je równie skutecznie i szybko co bez rękawiczek. Jednak najlepszym wyznacznikiem czucia był test monety – jestem w stanie chwycić monetę leżącą na śliskim blacie stołu bez większego problemu. Oczywiście, nie tak sprawnie jak gołą dłonią, ale nie musiałem się wspomagać. 

Rękawice Arc’teryx Cold WX Contact to produkt, na który warto zwrócić uwagę. Na rynku jest wiele rękawic taktycznych – jednak funkcjonariusze, żołnierze i entuzjaści outdooru zawsze szukają sprawdzonych rękawic strzeleckich, które dobrze sprawdzą się także w chłodne i zimowe dni. O ile w firmach cywilnych nie ma z tym problemu, to firmy taktyczne nie oferują już tak szerokiej gamy wyboru. Arc’teryx LEAF zadbał o to, aby w jego ofercie znalazł się pełen przekrój – od niepalnych lekkich rękawic taktycznych, aż do grubych górskich skorup na membranie Gore-Tex, które ochronią nasze dłonie od czynników atmosferycznych w naprawdę ciężkich warunkach. 

Cold WX Contact świetnie uzupełniają ten system i nadają się do działań w nieprzyjemnej lub wilgotnej pogodzie przez jesień, zimę, a nawet wczesną wiosnę. Po prostu fajnie dopasują się do każdej temperatury. Do tej pory na polskim rynku nie spotkałem podobnych rękawic – więc po prostu dalej będę trzymał się Arc’teryxa.

Wyświetlanie FullSizeRender.jpg


Zdjęcia: Michał Dudulewicz / SCDTV / INTO THE WILD 

Maciej